Czy generał Szymczyk dowodzi Policją?

Kilka dni temu policyjni związkowcy pochwalili się, że wymogli na komendancie głównym, aby wreszcie raz a dobrze rozstrzygnął, komu należy się równoważnik żywieniowy za służbę w terenie.

Do tej pory bywało, że policjantom, którzy w trakcie patroli korzystali z pojazdów służbowych, odmawiano naliczania tego świadczenia, bo niektórzy lokalni kretyni na komendanckich stołkach twierdzili, że radiowóz, to budynek i wtedy dodatek za służbę na wolnym powietrzu nie przysługuje.

Generalny inspektor Jarosław Szymczyk podjął temat i z wyżyn swego urzędu, szefa formacji, ogłosił Urbi et Orbi, że radiowóz budynkiem nie jest i równoważnik ma być naliczany w całym kraju według jednolitych kryteriów. Przyszło to trochę późno, bo już tysiące funkcjonariuszy zdążono okraść z przysługującego im świadczenia.

Media: Komendant ogłasza jasną wykładnię

Generał Szymczyk dodatkowo ogłosił, że pieniędzy na nadgodziny w Policji nie zabraknie.

No i wszystko byłoby pięknie, gdyby nie fakt, że w terenie działa wielu takich, którym komendancka funkcja rozdyma ego do rozmiarów sułtańskich.  W rezultacie ani sprawa równoważnika za posiłki, ani sprawa nadgodzin, nie zostały definitywnie zamknięte.

Równoważnik

Chodzi o pieniądze, które przysługują funkcjonariuszom za służbę na wolnym powietrzu, jeśli trwa ona co najmniej 4 godziny. Dodatek nalicza się w okresie od 1 listopada do 31 marca. Do zeszłego roku była to kwota symboliczna, a raczej haniebna – 2,71 PLN. Po interwencji związków zawodowych podniesiono ją do wysokości 12 złotych.

12 złotych. Za służbę w takim a takim wymiarze. W takich a takich warunkach. W takim a takim okresie. Komendant główny centralnie wytłumaczył i zatwierdził. Co tu wyjaśniać? Co tu może jeszcze budzić wątpliwości?

A jednak Policja nie byłaby sobą, gdyby tak po prostu otworzyła się na logikę. Oto trzy przykłady. Zostały one opisane na facebookowym profilu „Mundurowi Dziękują Rządowi”.

1. Katowice

Funkcjonariusz z Katowic przysłał fotografię wyciągu z konta, gdzie za 13 służb w terenie naliczono mu łącznie 35 złotych. Czyli według starej stawki.

Od razu w komentarzach podniosły się głosy, że to jest rozliczenie za grudzień, więc nic złego się nie dzieje.

Naprawdę? Nic złego? Nic złego nie ma w tym, że policjant dostaje jakieś grosze i nie wie, za co to jest? A to był jakiś problem, żeby w tytule przelewu podać okres rozliczeniowy? Zwłaszcza, że wypłata w lutym należności za grudzień nie wygląda na oczywistą.

Komendantem wojewódzkim w Katowicach jest nadinspektor doktor Krzysztof Justyński. Taki mądry generał, z doktoratem, a nie umie zorganizować swoich urzędasów, żeby czytelnie ludziom podali, za co mają płacone.

Zobacz wyciąg z konta na Facebooku: Równoważnik za wyżywienie

2. Dolny Śląsk

Tam sułtan wojewódzki poszedł twardym kursem zderzeniowym i wymyślił sobie, że nowe stawki, to on będzie naliczał policjantom owszem, ale dopiero od listopada 2020 roku. A poza tym, to niech mu nie zawracają dupy, bo teraz to już nikomu nie będzie się chciało przepisywać umów z jadłodajniami, które realizują tę zimową obsługę patrolowców.

Komendantem wojewódzkim we Wrocławiu jest kolejny generał, Tomasz Trawiński.

3. Województwo pomorskie

Na Pomorzu bez problemu funkcjonariusze już za styczeń dostaną świadczenie według nowych stawek, czyli 12 złotych. A ściślej, 12 złotych minus podatek, czyli dziewięć złotych z groszami. Ciekawe z jakiego otworu fizjologicznego tamtejszy księgowy wydłubał sobie podstawy do takich kalkulacji.

Policyjnym Pomorzem zawiaduje Jarosław Rzymkowski. A stopień? No jakże, generał.

Trzy regiony, trzy Policje. Komendant główny może sobie ogłaszać, a lokalna magnateria i tak wie lepiej.

Nadgodziny

Idea odpłatności za służbę w czasie nadliczbowym pojawiła się dlatego, że policjanci, a szerzej funkcjonariusze, bo to dotyczy wszystkich formacji, nie byli w stanie odebrać w naturze tego czasu, który nadpracowali. Za dużo się uzbierało.

No i fajnie, odpłatność za nadgodziny uzgodniono po Proteście Służb Mundurowych w 2018 roku. Realizację przewidziano na 2020 rok. I znowu oczywistą sprawę terenowi dygnitarze postanowili zagmatwać. Głupota? A może cwaniactwo? Im bardziej się namiesza, tym mniej pieniędzy dostaną uprawnieni. No to się miesza.

Oto trzy przykłady ze strony MDR.

1. Komenda Powiatowa Policji w Kole, województwo wielkopolskie.

Z każdej nadgodziny musimy pisać notatkę, co robiliśmy.

Notatka wędruje do Komendanta, który ma decydować, czy należy się nadgodzina, czy nie.

Zdjęcie na stronie KPP Koło.

Tak samo jest w przypadku dyżuru zdarzeniowego. Jeśli dyżurny wysyła nas na zdarzenie godzinę przed końcem służby, to piszemy z tego notatkę – co robiliśmy i dlaczego mamy nadgodziny. I to pomimo, iż całe materiały dajemy dyżurnemu i to on wysyła nas w dane miejsce.

Kolską powiatówką rządzi inspektor Artur Foryński. Taki z niego inspektor, że na oficjalnej stronie Komendy wstawił sobie fotkę z pagonami młodszego inspektora. Musi być strasznie zapracowany tym ustalaniem zasad rozliczania nadgodzin, bo nawet nie zauważył, że awansował.

Zobacz ten wpis na Facebooku: KPP Koło

2. Komenda Miejska Policji w Bydgoszczy, Wydział Ruchu Drogowego

Naczelnik wpadł na kolejny genialny pomysł.

Został utworzony zeszyt nadgodzin. Z tego, co opowiadają kierownicy, to żeby nadgodziny były rozliczone, to nie karta pracy (STM), a nawet nie zapis w notatniku z godziną rozliczenia się liczy, tylko zapis w zeszycie.

Jeżeli zapisu w magicznym zeszycie nie będzie, to jest równoznaczne z brakiem nadgodziny.

Ponadto jest jeszcze taka sprawa, że po rozliczeniu zdaje się np. mierniki, urządzenia do badania trzeźwości itp. oraz pojazdy służbowe, co także zajmuje czas i powinno być wliczane do czasu służby (zgodnie z przepisami), a niestety nie jest.

Ten naczelnik, to aspirant sztabowy Marcin Włosiński.

Zobacz ten wpis na Facebooku: KMP Bydgoszcz

3. Komenda Powiatowa Policji w Limanowej, Wydział Dochodzeniowo-Śledczy

Pracujemy w systemie 8 godzinnym 7:30-15:30, lub tzw. popołudniówką 13-21:00. Następnie po popołudniówce przypada dyżur domowy pod telefonem.

Do końca grudnia 2019 r. było tak, że gdy w ramach dyżuru przyjechaliśmy na zdarzenie, to w zależności od tego ile byliśmy na zdarzeniu, tyle mieliśmy nadgodzin. Czyli jeżeli o północy zadzwonił Dyżurny, ja stawiłem się na 1-szą w nocy i byłem na zdarzeniu do 4, to otrzymywałem 3 godziny nadgodzin – które to wpisywano mi w zeszyt nadgodzin i które mogłem sobie odebrać.

Nie została doprecyzowana kwestia obliczania czasu, tj. czy liczy się od przyjęcia wezwania telefonicznego, czy od momentu stawienia w jednostce. Naczelnik twierdzi, że dojazdu mamy nie doliczać. Tak to szło gdzieś od początku 2019 roku, choć nikt nie był w stanie przywołać przepisu, według którego nadgodziny mają nam się liczyć od stawienia, a nie od telefonu. Nie mniej jednak zasady były ogólnie przyjęte.

W związku z Protestem i zmianami odnośnie rozliczania nadgodzin, zwołano odprawę. Naczelnik przedstawił nam stanowisko Kadr odnośnie nadgodzin.

Otóż nadgodziną jest tylko ten czas, który wypracowujemy po upływie normatywnych godzin pracy. Czyli pracuję od 7:30-15:30, jednak z ważnych przyczyn, za zgodą przełożonego i z jego polecenia, zostałem w służbie, żeby np. skończyć wizję, czy oględziny, które rozpocząłem przed 15:30. Wówczas mam liczone nadgodziny.

Jednakże podczas dyżuru – jeżeli zostałem wezwany – to mam do odbioru „godziny wolne”. Za nie się nie płaci i one są tylko i wyłącznie do odebrania. Tak samo – jeżeli w czasie wolnym zostanę wezwany na alarm, np. w związku z poszukiwaniami pierwszego stopnia. Wówczas niezależnie jak długo jestem, mogę odebrać sobie tylko i wyłącznie dzień wolny. Jednak nie mam możliwości ubiegać się o wypłatę pieniędzy za nadgodziny.

Na pytanie, który przepis to reguluje, Naczelnik zaczął wskazywać artykuły odnośnie czasu pracy, które wskazała mu z kolei Kadrowa.

Jednak z uważnej lektury tych przepisów nic takiego nie wynikało. Sam Naczelnik jest w porządku i chętnie wypłacałby nam pieniądze, bo jak stwierdził – czemu mamy nie brać pieniędzy jak pracujemy, a on się przynajmniej nie martwi, kim obstawić służby. Nie mniej jednak przekazuje to, co mu podały Kadry. One w naszej jednostce są Wyrocznią, z którą się nie dyskutuje.

A teraz pytanie:

Czym jest ta mityczna Nadgodzina i jakie przepisy to precyzują?

Pani wyrocznia powiatowa, to kierownik Sekcji Kadr i Szkolenia, Barbara Bugajska.

Zobacz ten wpis na Facebooku: KPP Limanowa

Morał

Trzy historie o nadgodzinach, trzy o równoważniku. Wystarczy, żeby zobrazować skalę terenowej patologii. Policja jest formacją scentralizowaną, a stan, w którym centrala traci kontrolę nad lokalnymi strukturami, to ANARCHIA.

Na koniec jeszcze jeden tekst ze strony MDR, jako morał i podsumowanie:

No teraz się uruchomili eksperci z dupy, którzy twierdzą, że jeśli funkcjonariusz nie wie, dlaczego Fabryka go okradła, to jest JEGO PROBLEM, bo się powinien interesować.

Otóż, szanowni zdupowcy, funkcjonariusz powinien się interesować 1. rozwojem własnych kwalifikacji, 2. rzetelnością realizacji zadań.

Funkcjonariusz ma mieć komfort nieinteresowania się tym, co mu Fabryka ma wypłacić, bo On pełni służbę na rzecz Państwa, a nie wyrywa haracz dla mafii, która w każdej chwili może Go wydymać.

Zobacz ten wpis na Facebooku: Policjant ma być informowany

Czym pan dowodzi, generale Szymczyk? Policją?

=========

Aktualizacja – siła mediów.

Od chwili publikacji tego artykułu, w Kole zaszły pierwsze zmiany. Komendantowi dorobiono trzecią gwiazdkę.

Robert Szmarowski: blogrepublika.pl

Źródło: http://m.portal-mundurowy.pl/index.php/start/item/11185-czy-generalny-inspektor-szymczyk-dowodzi-policja

Foto: Policja

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *